69. Wszędzie dobrze…

Anna uśmiechnęła się smutno ze zrozumieniem i poszła do łazienki. Stała pod strumineim gorącej wody pół godziny. Poczuła się o wiele lepiej. Wiedziała, że Maja miała rację i że Michał będzie chciał się z nią spotkać, że będzie musiała stawić temu wszystkiemu czoła. Bardzo dobrze wiedziała, że Maksa już nie ma. Wiedziała to aż do bólu. Ale mimo tego nie mogła odgonić wyrzutów sumienia. Podłego poczucia, że go zdradziła. Nie pomogło powtarzanie sobie, że nie można zdradzić kogoś, kto nie żyje. Sama zadała sobie  cios w zranione już serce. I znów musiała się z tego podnosić. Znów musiała lizać rany. Do tego jeszcze będzie musiała udawać przed wszystkimi, że wszystko jest ok. Bo przecież nie chciała martwić rodziców ani babci. Czas wziąść się w garść- postanowiła i zakręciła wkońcu wodę. Ubrała się, wysuszyła włosy i zrobiła delikatny makijaż. Teraz była gotowa na spotkanie z rodzicami.

-Ania! -Zuza od progu rzuciła się na siostrę i nie chciała jej puścić.

-Zuzka daj jej dobrze wejść do domu.-Mama odgoniła najmłodszą córkę i sama zamknęła Annę w mocnym uścisku -tak się cieszę, że jesteś, kochanie- wyszeptała jej do ucha.
Gdy już wkońcu wszyscy ją wyściskali, usiedli w salonie. Róża jak zwykle zastawiła sol jedzeniem. Anna z Zuza przyklejona po jednej, a z Lena po drugiej stronie siedziala na kanapie i delektowala sie swoim ulubionym sernikiem. Pochłonęło ją opowiadanie o Londynie i sluchanie o tym co przez ten czas wydarzyło się w Miasteczku. Dotarło do niej, że zupełnie zapomniała jak dobrze jest być w domu. Całkowicie zapomniała o nocy z Michałem i o wyrzutach sumienia, za to dopiero zdała sobnie sprawę z tego  jak bardzo tęskniła i jak bardzo brakowało jej takiego siedzenia przy kawie z rodziną. Takich rzeczy nie docenia się dopóki się ich nie straci, choćby na chwilę. Na obiad wszyscy wybrali siędo Babci, która zorganizowała u siebie mały zjazd rodzinny. Anna zauważyła, że staruszka mniej utyka i dużo wyraźniej mówi co jeszcze badziej poprawiło jej humor. Po obiedzie obeszła cały ogród, zanotowała w głowie co będzie trzeba zrobić. Przydało by się przystrzyc trawę, maliny i wiśnie trzeba będzie oderwać, powyrywać chwasty. Obiecała rodzicom, że z nimi pomieszka ale to nie znaczy, że nie może na kilka dni zaszyć się w babcinym ogródku. Po trzech misiącach w nigdy nie zasypiającym Londynie i tej ostatniej nocy w Warszawie  czuła, że bardzo tego potrzebowała. A później odezwie się do Pijarskich, postara się z nimi umówić na neutralnym gruncie a Martę namówi na przyjazd do Miasteczka. Narazie miała dosyć dużych miast. A gdzieś w głębi serca ciągle bała się prezbywać w miejscach które znała tylko z bycia z Maksem.

-Aniu, co myślisz?- z zamyślenia wyrwał ją głos Róży.

-Yyy.. co? Przepraszam, zamyśliłam się.

-Biedactwo, zmęczona jesteś?

-Trochę mamuś. To co mówiłaś?

-Właśnie postanowiliśmy pojechać gdzieś na wspólne wakacje , takie rodzinne. Już nie pamiętam kiedy byliśmy gdzieś wszyscy razem.

-Jak Zuzka miała 3 latka- przypomniała Maja

-No wlaśnie, ja tego nie pamiętam!- zaprotestowała Zuza.

-Myślę, że to świetny pomysł- zgodziła się wkońcu Anna- macie coś konkretnego na myśli?

-Myślałam o górach

-Nie mamo, – Najmłodzsza z sióstr znów zaprotestowała- ja bym chciała nad morze.

-Możemy pójść na kompromis i pojechać gdzieś nad jakieś jezioro.- zaproponowała Maja.

-Jezioro to nie to samo co morze- Zuza naburmuszona skrzyżowała ręce na piersi.

-Woda to woda- skwitowała Maja.

-A ja nigdy nie byłam na Mazurach, może pojedźmy na Mazury?- ożywiła się Anna- Zuza tam też jest ładnie a nad morzem przecież byłaś niedawno na zielonej szkole, nie?

-No i tak mi się podobało, że chcę jeszcze raz…

-Ale przecież stamtąd nad morze nie jest daleko więc możemy podzielić wyjazd. – wkońcu odezwał się ojciec.- Postanowione. Maja, Adam, kiedy macie urlopy?

-Oboje mamy dwa ostatnie tygodnie lipca.

-No to ja też sobie tak wezmę. I załatwione.

Wróciła do domu wieczorem razem z rodzicami i Zuzą. Była zmęczona więc od razu położyła się spać. Na drugi dzień, zaraz po śniadaniu postanowiła wkońcu zadzwonić do Marty.

-No dzień dobry- przyjaciółka odebrała od razu.

-hej, co słychać? Wyleczyłaś już kaca?

-Ja tak, a Ty?

- Też.

-Czy dalej masz moralniaka?

-No własnie. Marta, ja chciałam wlaśnie o tym…

-No domyślam się, że o tym. I mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że nie unikniesz spotkania z Michałem.

-Rozmawiałaś z nim?

-Tak, był u nas wczoraj wieczorem. Oczywiście prosił o twój numer ale wedle życzenia powiedziałam mu, że najpierw muszę zapytać czy nie masz nic przeciwko. To co? Mogę mu dać ten numer?

-No dobra to daj…

-Bo wiesz, wydaje mi się, że nawet jakbym mu nie dała to on prędzej czy później i tak by cię znalazł.

-A mówił coś?

-Nie mówił nic o tym, że się bzykaliście jeżeli o to ci chodzi?

-Oj Marta. Czy mówił na przykład, że u niego spałam albo że film mu się urwał?

-Nie. Powiedział tylko, że coś u niego zostawiłaś. Osobiście uważam, że to tylko wymówka. Jemu też pewnie jest głupio.

-Tak myślisz?

-Tak. I powiem ci coś jeszcze, to dobry facet. Też trochę w życiu przeszedł i…

-I to znaczy, według ciebie, że mam mu dać szansę na coś więcej, tak?

-Chodzi mi tylko o to żebyś go od razu nie skreślała tylko dlatego, że boisz się kolejnego związku

-Marta, ty naprawdę nic nie rozumiesz? Ja nie jestem gotowa na żadne związki. Tu nie chodzi o strach, czego mam się bać? Ja po prostu nie wyobrażam sobie spotykać się z kimkolwiek w tym momencie. Nawet gdyby to był, niewiem, książe na białym rumaku. To nie ma znaczenia. Ja nie jestem gotowa i już.

-No dobra, ok. Ale seksu ci brakowało, przyznaj.

-Boże, Marta! Ta rozmowa prowadzi donikąd.

-No ale weź powiedz szczerze.

-Nie wiem! Nie wiele pamiętam…

-I właśnie dlatego uważam, że powinnaś to powtórzyć. Na trzeźwo.

-Marta daj mi spokój!

-No dobra. Wpadnę do Miasteczka w przyszły weekend to sobie pogadamy. Może pojedziemy do domku na wsi?

-Ale same?

-No same. Krzysiek i tak będzie pracował cały weekend.

- Ok.

-No to jesteśmy umówione. Pa. – Marta rozłączyła się a Anna odetchnęła. Ubrała się, wzięła psa i wyszła z domu. Teraz potrzebowała długiego spaceru żeby przewietrzyć głowę, poukładać wszystkie myśli. Nie miała wątpliwości, że rozmowa z Michałem to już tylko kwestia czasu.