71. Kobiety, wino i wilki

-Jak za starych dobrych czasow- powiedziała Marta stawiając trzy butelki wina na kuchennym blacie swojego domku na wsi. Anna w tym czasie zaczęła otwierać wszystkie okna. Pogoda była idealna. Bezchmurne niebio i lekki wiaterek, na zewnątrz słychać było tylko spiew ptakow.

-Szkoda tylko, że zmieniło się tak wiele- westchnęła Anna.

-Oj daj spokój. Ja wiem, że to nie łatwe ale trzeba zaakceptować wszystie zmiany, żeby być szczęśliwym człowiekiem.

-Szczęśliwym człowiekiem… Sorry ale ja nie znam takiego pojęcia. Już nie w każdym razie.

-Dobra, koniec tego marudzenia- zarządziła Marta- wyciągamy leżaki, wskakujemy w stroje i się opalamy!

-Tak jest!- Anna zasalutowała i poszła do łazienki się przebrać. W tym czasie Marta przygotowała ich ulubiony letni napój – wino z lemoniadą, dużą ilością lodu i owoców.

-No, tak to mogę odpoczywacć- Marta ułożyła się na leżaku delektując się pierwszym łykiem.

-Mhm- Anna cieszyła się promieniami słońca i chłodem drinka już od kilku minut.- Miło, ze się wyrwałaś ze szponów Warszawy i Krzyśka żeby sbędzić ze mną weekend.

-Stęskniłam się za tobą. Poza tym jeszcze pięć minut temu nie przypuszczałam, że aż tak bardzo potrzebuję odpoczynku.

-No widzisz, żyjesz za szybko. Miasto cię pochłania. Nie myślałaś kiedyś żeby przenieść się tu na stałe?

-Żartujesz? I z czego miałabym żyć? Z dojenia krowy?

-Nie wiem, może mogłabyś otworzyć jakiś internetowy biznes czy coś w tym stylu. O, pracować zdalnie byś nie mogła?

-Nie tam gdzie teraz pracuję. Poza tym, ja lubię Warszawę. Tam jest wszystko. Chcesz poobcować z przyrodą idziesz do parku, chcesz iść do klubu masz ogromny wybór, zakupy-co tylko zechcesz.

-Ee tam, ja bym chciała mieszkać na wsi, może na starość…

-Mhm, na wsi nie ma teatrów.

-No właśnie.

-A jaki jest Londyn? Da się go porównać z Warszawą?

-Londynu chyba nie da się porównać z żadnym innym miastem. Tam jest ciągle ruch, wszędzie pełno ludzi bez względu na dzień, godzinę czy pogodę. Jest dużo pięknych parków, zabytków, muzeów i ale też biurowców i nowoczesnej architektury. Są wielkie sieciowe restauracje i malutkie wyjątkowe kawiarenki. Wąskie uliczki, nocne kluby. Tam jest wszystko. Spodobałoby ci się. O, może kiedyś byś mnie odwiedziła?

-Już myślałam, że nigdy tego nie zaproponujesz!- zaśmiała się Marta.

-Ale dopóki mieszkam w akademinku to musiałabyś sobie hotel wynająć..

-To chyba żaden problem nie? Jak już się ogarniesz na tych studiach to po prostu dasz mi znać kiedy mogłabyś ze mną spędzić tam trochę czasu i przylecę.

-Ok. Super.

-A jak tam jest z facetami?- Marta zapytała po chwili.

-Co?-Anna spojrzała na przyjaciółkę znad okularów przeciwsłonecznych.

-No jak jest z facetami. Nie udawaj głuchej. Spotykasz dużo przystojniaków w garniturach?

-Myślałam, że jesteś zakochana w Krzyśku?

-No bo jestem. Pytam z ciekawości.

-Z ciekawości?

-Tak, zastanawiam się jakie masz szanse poznać jakiegoś super przystojnego, obrzydliwie bogatego biznesmena- uśmiechnęła się.

-Wariatka- Anna zaśmaiała się.- I co myślisz, że pojawi się taki bogaty, przystojny biznesmen, zwróci mi w głowie, weźmiemy ślub, będziemy mieć gromadkę dzieci i żyć długo i szczęśliwie?

-Tego ci życzę- Marta uniosła swoją szklankę w stronę Annny wznasząc toast- i nawet za to wypije

-Ale zdajesz sobie sprawę, że życie to nie bajka? Ani żadna komedia romantyczna? Właściwie to raczej jakiś dramat- dodała siszonym głosem.

-Nie zrzędź. Zobaczysz, że wszystko się wkońcu obróci i będziesz szczęśliwa.

-Będę szczęśliwa jak będę mogła pracować w teatrze i projektować. Nie potrzebuję do tego żadnych przystojniaków w garniturach.

-I zostaniesz starą zrzędzącą panną.

-I kupie sobie kota, albo najlepiej dwa, żeby dopełnić tego wizerunku- skwitowała i wstała z leżaka- dawaj tą szklankę, potrzebujemy więcej alkoholu- wyjęła pustą szklankę z dłoni przyjaciółki i ruszyła do domu. Gdy wróciła z dwoma cudownie zimnymi drinkami okazało się , że Marta zasnęła. Anna pokręciła głową rozbawiona i przeniosła się ze swoim leżakiem do cienia. Upiła kilka łyków i przymknęła oczy. Było jej tak dobrze w cieniu starej jabłonki, że wkońcu i ona zasnęła.

-Anka! Anka!- Obudził ją krzyk pryjaciółki. Anna leniwie przeciągnęła się i otworzyła oczy.

-O Boże- pisnęła na widok czerwonej jak burak Marty- zasnęłaś na słońcu

-Zasnęłaś, zasnęłaś! Za to ty przenioslas się do cienia jak widzę. Nie mogłaś mnie obudzić?!

-Nie sądziłam, że zasnęłaś na długo. Która jest w ogóle godzina?

-Szósta.

-O kurczę, spałaś ponad dwie godziny w słońcu

-No właśnie!

-Przecież to nie moja wina! Naprawdę myślałam, że się zaraz obudzisz.

-I od tego myślenia sama zasnęłaś. Tylko szkoda, że nie w słońcu!- Marta odwróciła się na pięcie i weszła do domu. Anna ruszyła powoli za nią próbując się nie roześmiać. Rozumiała zdenerwowanie koleżanki, ale wiedziała też, że gdyby to Anna się tak spaliła to Marta żartowałaby z niej przez cały weekend.

-Ok, Marta, nie bądź zła, przecież nie zasnęłam specjalnie. Chodź, w lodówce jest kefir, posmaruję cię to ci przyniesie ulgę.-Wyciągneła butelkę z lodówki. Marta ostrożnie usiadła na krześle i zacisnęła zęby.

-Najgorsze jest to że, jutro będzie jeszcze gorzej- jękneła Marta

-Powinnaś pić dużo wody.

-Wody? Nie po to tu przyjachalyśmy. Ale dopóki sie nie zciemni nie wychodzę na zewnątrz.

-Ok, to zanim zaczniemy kolejną butelkę wina wypij chociaż szklankę wody. I powinnyśmy coś zjeść.

-Tak jest mamo- zażartowała Marta- w lodówce jest sałatka, moja mama nam zrobiła.

-Miło z jej strony-Anna odnalazła pojemnik z sałatką i postawiła na kuchennym stole. Marta powolnymi ruchami wyciągnęła talerze i sztućce. Po jedzeniu Anna zrobiła kolejną porcję drinków. Gdy wkońcu się zciemniło i wyszły na ogród były już mieźle wstawione.

-Uwielbiam takie wieczory- Anna wzięła głęboki oddech i opadła na leżak. Nad głową miała bezchmurne niebo.

- Wypijmy za to! -Marta stuknęła swoją szklanką w szklankę przyjaciółki i z grymasem bólu na twarzy usadowiła się na leżaku obok- tylko jak zasnę to tym razem mnie obódź, żeby jeszcze do tego mnie jakie§ lisy albo wilki nie zjadły.

-Tu są wilki?

-A bo ja wiem. Ale las jest blisko o kto wie co się tam czai między drzewami.

-Marta! Psujesz nastrój!

-Ciiii- przyłożyła palec do ust-nie krzycz bo je wystraszysz.

- Bardzo zabawne.

-Ok, to opowoadaj lepiej o Michale.

-O Michale? A co mam ci o nim opowiadać?

-No jaki jest w łóżku

-Marta! Ja nie wytszymam. Przesież ci mówiłam, że nis nie pamientam

-Nis a nis?

-No dobra -czknęła głośno

-Csiii- szepnęła Marta- wilki

-Sorry- Anna również ściszyła głos.

- To so pamietasz?

-Pamiętam jak wyszliscie s tego klubu i on mnie scałował wsiedliśmy do taksófki i mnie scałował i nie pszestawał i chyba byliśmy w takim… yyyy, no w tym. No wiesz

-Nie wiem -Marta ze zmarszczonym czołem próbowała domyślić się o co chodzi przyjaciółce- chyba jesem na innym sopniu upicia.

- Nie możliwe- Anna znów czknęła i od razu zasłoniła usta dłonią- sorry wilki- szepnęła w stronę lasu.- o czym ja…?

-O wilkach. A nie! O Michale

-A. O Michale. No to… yyy a, juz wiem! Byliśmy jak w transie. No iiiii jaaa nie myślałam. Po prostu nie myślałam.

- Ale so potem?

-A potem obuziłam się z mega kasem i moralniakiem ja sąd do Londynu.

-A zanim sie obuziłaś i zasnęłaś to jak było?

-Nie pamietam.

-serio?

-Pszesiesz jesem pijana.

-No i?

-No to wiadomo że mówie prawdę no nie.

-Aaachaa. Że pijany mófi prafdę?

-No.

- Okej. To si teraz wieszę.

- No to chośmy spaś-znów głośne czknięcie- sorry wilki. Jusz iziemy- Anna z trudem podnosła się z leżaka i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę domu. Przed wejściem obejrzała się tylko za siebie żeby sprawdzić czy Marta nie została w tyle. No i upewnić się czy w ciemności nie czai się jakiś wilk.